Forum www.cgothic.fora.pl Strona Główna
  FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Galerie   Rejestracja   Profil  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  Zaloguj 

Opowiadania

Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu Forum www.cgothic.fora.pl Strona Główna -> Ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat
Autor Wiadomość
patryknow
Skazaniec
Skazaniec



Dołączył: 30 Sie 2009
Posty: 74
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 2/3
Skąd: Myrtana
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Pon 13:34, 07 Wrz 2009 Temat postu: Opowiadania

:: Wprowadzenie

Wprowadzenie:

„Rozdarta Dziewica” to gospoda znajdująca się na południe od Stewark. Leży na granicy lasu orków, w miejscu gdzie dawny szlak handlowy łączy Stewark ze Setarrif od wschodu oraz Tooshoo z południowymi rozwidleniami. Wyglądając przez okno na wyższych piętrach tawerny, bądź przez szczeliny w gnijącym drewnianym płocie, gość ma nie tylko dobry widok na mroczny las, ale też na morze uderzające o zachodnie wybrzeża Argaan.

Właścicielką gospody jest Murda. Otyła, pewna siebie, gburowata kobieta w średnim wieku, z którą nie chciałbyś się spotkać. Pewnego dnia, kiedy Dziewica określana była jeszcze Ostoją Rolnika – taką nazwę nadał jej mąż, sama zaś Murda głęboko jej nie lubiła – w pozostałościach po gruzowisku, nad Krwawą Doliną, kobieta znalazła starożytną statuetkę, której charakterystyczne cechy z czasem się zatarły – jedynym wnioskiem, do jakiego można było dojść to fakt, że posążek z pękniętą głową przestawiał kobietę. Po pewnym czasie badań, Murda doświadczyła objawienia: była to dziewica, której głowa została rozdarta ostrzem topora. „To mogłoby przeciągnąć klientów” –pomyślała i wróciła z powrotem do tawerny, następnie pełna determinacji wysłała rolnika do Beliara. Po ostrej wymianie zdań, jaka nastąpiła z mężem –w końcu kto, by się przejmował tym, co on myśli i mówi – tawerna otrzymała odpowiadającą jej nazwę – przynajmniej jeślibyś miał zapytać się o to Murdy.

:: Część Pierwsza

"Powinno się zatkać ich wszystkich"

Murdra przepchnęła się przez tłum ze swoimi dzbanami słodu, w towarzystwie wszechogarniającego śmiechu.

- Niczego w rękach, ale w drodze i tak mogę tańczyć! – uniosła dzbanek ponad głowę Elgana i postawiła go na stół z taką siłą, że aż słód wylał się na ciemny dąb. Elgan przeciągnął się na krześle, mocno zaciągnął swoją fajkę i uśmiechnął się do Murdry szczerząc swoje zniszczone zęby.

- Jesteś w dość podłym nastroju, nie Murdra? – powiedział, a fajkowy dym unosił się z jego ust.

- Lepiej nic więcej nie mów, bo kolejny dzbanek wyląduje na tobie – gniewnie docięła mu Murdra. - Zaraz będziesz palił te swoją fajkę na deszczu – splunęła na podłogę i obróciła się w stronę kuchni.

Elgan krzyknął coś do niej, ale jego głos został zagłuszony przez odgłosy w gospodzie. Za plecami Murdry, parsknęła śmiechem, grupa jej starej klienteli.
- Powinno się wywalić ich wszystkich! – powiedziała pod nosem Murda, gdy poczuła rękę na swojej długiej spódnicy.
- Bezczelność! - powiedziała i odwróciła się, a jej oczy wyglądały jakby płonęły żywym ogniem. Feren, młody kupiec ze Stewark, który odwiedzał Rozdartą Dziewicę regularnie co tydzień, uśmiechnął się do niej.

- Przysiądź się do mnie Murdra – powiedział, wskazując na wolne krzesło przy jego stoliku.

- Pewnie, chciałbyś! – wykrzyknęła Murda i obróciła się aby odejść, lecz ręka Ferena mocno zacisnęła się na jej gołym przedramieniu. Miał delikatną dłoń z niewielkimi palcami i bez brudu pomiędzy paznokciami. Murda poczuła dotyk włosów na swoim ramieniu.

- Chodź – powiedział Feren, nadal trzymając ją za rękę.

"Cóż, jest dość przystojny" Pomyślała Murdra spoglądając na jego dłoń. "Ma też pierścienie"

- Tylko na chwileczkę – oznajmiła i usiadła obok Ferena.

- Mój wuj powrócił na wyspę – Powiedział głaszcząc jej rękę koniuszkami palców. Jego pierścienie błyszczały w świetle świecy.

- Przypłynął wczoraj, statkiem z Vengardu.
- Huh – Odpowiedziała Murdra, próbując wyobrazić sobie jak jego złote pierścienie wyglądały by na jej palcach.

- Orkowie zostali pokonani, przybył z wieloma opowieściami o bezimiennym bohaterze i Xardasie.

- Wardas – powiedziała Murdra. Feren spojrzał na nią lekko oszołomiony.

- Wardas, tak ten mag ma na imię – odrzekła Murdra. - Wszyscy to wiedzą – dodała.

- Mój wuj powiedział…

Murdra kręciła głową. "Miły ale głupi" Pomyślała i wyciągnęła rękę z jego uścisku. "W tym przypadku nawet pierścienie nie pomogą. Łatwowierny, wieży we wszystko co opowiada jego wuj, a nie wie nawet jak nazywa się mag"

- W każdym razie, wuj powiedział, że nazywał się Xardas…

- Nie mów już nic więcej – Śmiało odpowiedziała mu Murdra i wstała od stolika.

- Jeżeli nie wie nawet jak nazywa się mag, to skąd może znać takie historie ?

Feren miał już właśnie coś powiedzieć, ale Murdra odwróciła się i zirytowana rozejrzała się po pomieszczeniu. Widząc to, klienci zaczęli się domagać słodu.

- Tak, tak – parsknęła Murdra. - Zajmę się wami zaraz! – Po tych słowach skierowała się do kuchni.

Belgor stał przy pniu do rąbania drewna, trzymając nóż w ręce. Powitał Murdrę dziwnym spojrzeniem.

- Czego?! – zapytała grzecznie.

- Znowu zasiedziałaś się z jakimś mężczyzną? – warknął Belgor z tonem pełnym złości.

Murdra nabrała silny w usta, ale nie splunęła. "Nie powinnam się z nim ożenić" Pomyślała. "Jaki jest sens życia z nim, skoro nie ma nawet żadnych pierścieni?" Belgor oczekiwał na odpowiedź. Murdra wyczuła jego złość i zazdrość. Choć jednak jego oczy zdradzały nadzieję, że jednak nie siedziała z innym mężczyzną.

- Nie twoja sprawa! – krzyknęła, plując na palenisko. Światło nadziei w oczach Belgora umarło. Sieknął swoim nożem wieprzowinę na pieńku i wyszedł tylnymi drzwiami, chwytając swoją fajkę. Z baru dochodziły krzyki klientów domagających się słodu.
"Palenie jest tym, w czym jest najlepszy" Pomyślała Murdra. "A ja odwalam robotę"
- Beliarze, zabierz go ode mnie! - powiedziała, chwytając dzban ze słodem dla oczekujących za ladą klientów. Gdy wróciła do głównego pomieszczenia doszedł do niej głośny śmiech z sali.
:: Część Druga

Kury zawisły na zręcznie zawiązanym węźle przymocowanym do drewnianego poddasza. Murda podeszła do płotu i wylała zakrwawioną zawartość wiadra zgłowami, po czym podniosła nóż pozostawiony przez nią wcześniej na beczce. Wytarła go z grubsza o swój fartuch. Nagle usłyszała głośny huk – to drzwi prowadzące do piwnicy. Przeklęty motłoch – pomyślała Murda – zawsze trzaska tymi cholernymi drzwiami! – Kobieta włożyła do wiadra dzban z mlekiem, i trzymając je w pewnym uścisku, wyszła na zewnątrz gospody.
Zbliżyła się do drzwi magazynu – usłyszała cichy szmer po swojej lewej stronie. – Ha! oczywiście, przyłapałam próżniaka. – Mówiąc spojrzała w kąt, przed jej oczyma ukazał się chłopiec z tłustymi włosami. Chciała zaciągnąć go do gospody, jednak chłopaka uratował od tego mężczyzna leżący pod oknem. Miał na sobie czarny płaszcz i śmierdział słodem.
Cwaniak, ja go nauczę jak wynajmować pokój - ze zdenerwowaniem pomyślała Murda. – Powinnam go obudzić dźgnięciem – powiedziała, spoglądając na nóż – albo chociaż kopnąć drania! - barczysta kobieta nie zrobiła jednak nic podobnego. Stanęła przed drzwiami magazynu, odstawiła wszystko, co trzymała w rękach i otworzyła je. „Dostanie za swoje, gdy mąż go znajdzie” bąknęła wchodząc. Chwilę później jednak przypomniała sobie o mleku – Co będzie jeśli wypije cały nasz zapas? – pomyślała, odwróciła się i ujrzała mężczyznę w skórzanym odzieniu, oraz ręce zbliżające się do niej, zdążyła tylko wykrzyknąć w trwodze „Innosie, pomóż!” zanim silne dłonie chwyciły ją i zatknęły usta. Nie mogąc nic zrobić Murda piszczała tylko i szamotała się w rękach nieznajomego. – Cicho – usłyszała głos przybysza, poznała go, to Gonter, myśliwy z Krwawej Doliny. Jej strach szybko przerodził się w gniew – Ręce precz! – wymamrotała przez palce.
– Będziesz cicho? – zapytał myśliwy – Muszę z tobą pomówić na osobności.
- Jasne, że będę cicho, co ty sobie myślisz?
Dłoń myśliwego zwolniła uścisk, Murda odzyskała swobodę ruchów i uderzyła Gontera w twarz. W innych okolicznościach wyrzuciłaby go na zbity pysk, ale teraz ciekawiło ją co ma do powiedzenia.
- Po co tu przyszedłeś? – zapytała.
- Chcę prosić was o pomoc – ciebie i innych członków gildii kupców – słysząc to Murda skrzywiła się.
- Żadnych przysług! – powiedziała podnosząc głos – Nie ma pieniędzy – nie ma usługi.
- Dobrze – odparł Gonter – zapomnij o przysłudze, chciałbym skorzystać z waszych usług.
- Oczywiście! – odkrzyknęła gospodyni – Czego chcesz?
- Jesteś za wojną?
- Wojna? Nikt nie chce wojen!
- Słyszałaś rozmowy klientów? – mężczyzna ponownie zapytał. – Oni – wskazał na drzwi gospody – są za wojną, wszyscy.
- Idioci – pomyślała Murda. – O jakich usługach mówisz?
- Ethorn z Setarriff wyszedł z ukrycia – rzekł myśliwy. – Czyni przygotowania do pojedynku z Lordem Tronterem, by zakończyć panowanie Myrtany w Argaanie. Ethorn ma zamiar zmierzyć się z gubernatorem króla, gdy ten będzie podróżował do zamku wioząc podatki do Thorniary.
- Każdy to wie! – wtrąciła nadal rozgniewana Murda – Jaki jest w tym interes gildii?
- Stewark chce dołączyć do Ethorna w bitwie. Myśliwi z Krwawej Doliny wesprą go w boju! – z dumą powiedział Gonter.
- Jesteśmy kupcami, nie wojownikami – odparła Murda.
- Oczywiście, ale Paladyni nie będą was podejrzewać o kilka sztuk broni przemycanych podczas handlu. Moglibyście przewieść trochę oręża do Krwawej Doliny. Byłaby to wielka przysługa dla wolnego Argaanu!
- Żaden w tym interes gildii! – oświadczyła Murda, spluwając na kamienną posadzkę. - Przełęcz jest zablokowana, handel jest niemożliwy.
- Nigdy nie było lepszego momentu – powiedział pełen entuzjazmu Gonter. – Rhobar II nie żyje, zabity przez odważną duszę gotową do walki o naszą wolność. Paladynami kieruje teraz Lee, ale jego wpływy są zbyt małe. Reszta kraju stanie niedługo w ogniu walki. Jeżeli teraz zaczniemy walczyć nie znajdzie się nikt chętny do pomocy Lordowi Tronterowi. Nie macie nic do stracenia. Pomyśl o korzyściach!
- Nie ma mowy - wykrzyknęła Murdra kręcąc głową.
Myśliwy pociągnął ją za ramię. – Koniec tego! –pomyślała karczmarka i dała mu solidnego kopniaka pomiędzy nogi. Wzięty z zaskoczenia Gonter, krzyknął i upadł na kolana. Murdra powoli zaczęła zwracać się w stronę drzwi główne sali gospody. Było za nimi słychać lekko przytłumione dźwięki z karczmy. Przecisnęła się przez grupę klientów i ruszyła w stronę kuchni.
- Belgor!
Klienci uciszyli się i wszyscy, jak jeden maż skierowali swoje ślepia na kobietę. Kulawy staruszek wszedł przez drzwi kuchni.
- Co to za zamieszanie? – zapytał.
- Gonter sprawia kłopoty – oznajmiła mężowi. - Ten pies trzymał mnie w magazynie.
Wyraz twarzy Belgora szybko się zmienił. Zakasał rękawy i ruszył przez drzwi zawadzając lekko o Murdrę. - Może jednak do czegoś się ten mąż przyda… - pomyślała Murdra - Ale co dwóch facetów, to nie jeden - chwyciła pachołka i popchnęła go za Belgorem, sama podążyła za nimi do piwniczki z winem.
- Zwiał! – donośnym głosem powiedział mąż.
- Tam stoi! – krzyknął pachołek spoglądając na drzwi.
- Gonter, ty psie! – krzyknął Belgor wypadając na zewnątrz. - Zgniotę cię – dodał.
Kiedy Murdra ruszyła za nimi, potknęła się o wiaderko, które zbiło dzban z mlekiem. Płyn rozlał się po całym magazynie. Podniosła się i zauważyła, że brakuje noża.
Belgor stał na podwórzu. Wydawał się już troszkę spokojniejszy. Myśliwy leżał częściowo pod szopą, na której wisiały kurczaki. Coś wystawało z jego pleców. Murdra podeszła do niego. To drewniana rączka noża. Belgor przykląkł przy martwym myśliwym i położył palce na jego szyi, po czym odwróci się w stronę żony.
- Porządne lanie by wystarczyło – szepnął.
- Chyba nie myślisz, że ja to zrobiłam! – zdziwiła się Murdra.
Popatrzyła jeszcze chwilkę na mokrą od krwi rękojeść noża. Słyszała za sobą kroki i różne inne dźwięki. Ciekawość sprowadziła klientów gospody.
- Tam ktoś jest ! – zawołał Elgan, wskazując fajką ponad płot.
Murda spojrzała we wskazanym kierunku. osoba w czarnej pelerynie biegła przez łąkę w stronę Orkowego Lasu. – Oto, co przyniosła mu wojna – westchnęła, ze smutkiem patrząc na ciało Gontera.
:: Część Trzecia



Ciężka chmura czarnego dymu,unosi się nad Doliną Śmierci.Murdra zerknęła na nią nieufnie.Wiatr wiał wysoko u szczytów gór,rozdzielając chmury na coraz mniejsze,aż ciemność spowiła Stewark.Mogło jej się to wydawać,ale Murdra myślała że czuje już swąd dymu.Przeszły ją dreszcze.”Przeklęta wojna!”,pomyślała i ruszyła na tył do ogrodu z ziołami.Zza baru dochodziły odgłosy rozmów,a z podwórza wrzaski.”Ognista pokrzywa i ziele ogniste” – mamrotała coś pod nosem.Nie zostało ich wiele,pośpiesznie zebrała wszystkie,jakie znalazła i włożyła je do koszyka.Przez dziurę w płocie,zauważyła dwóch mężczyzn idących drogą z Doliny Krwi do jej gospody.Nie ma tu już nic więcej,pomyślała i wstała.W tym momencie zauważyła kolejną postać zbliżającą się do Rozdartej Dziewicy.Murdra powlekła się z powrotem do tawerny.

- To wszystko co zostało – Belgor wskazał na trzy drewniane miski po połowie wypełnione mięsem z zupą oraz kilka kromek chleba.

- To zostaje tutaj! – zdecydowała Murdra,wchodząc do kuchni.

Chłopiec stał przy stole i nalewał wodę do kufli.Piwo musiało skończyć się już dawno temu,z powodu wojny.Murdra złapała za dzban po brzegi wypełniony wodą,który stał na stole.Ściągnęła łańcuch zabezpieczający wejście go kuchni i przecisnęła się z dzbanem oraz koszem w stronę baru.Chłopi,drwale i żołnierze praktycznie wchodzili sobie na głowę,a w powietrzu unosił się przykry zapach krwi i potu oraz dziwny swąd dymu.Pokryty na twarzy bliznami żołnierz zastawił drogę kiedy Murdra chciała przedostać się na wyższe piętro.Miał czoło owinięte starym bandażem,a jego lewe ramie utrzymywał stary pasek.

- Woda?! – krzyknął,pokazując swój kufel.

- Z drogi – parsknęła Murdra,chwytając żołnierza za ramię,popchnęła go na bok.

Na schodach był straszny tłok.Vermin,pomyślała próbując przedostać się na zadaszony mostek łączący gospodę ze stajnią.Na zewnątrz panował chaos.Wagony,woły i namioty były rozbite na całym podwórzu.Furmani,żołnierze byli stłoczeni blisko siebie.Cztery ciała leżały niedaleko stajni,niedbale przykryte starym szmatami.Ogromny smród spalonego i gnijącego mięsa był okropny,wręcz przytłaczający.Na środku pomieszczenia jakiś furman przypiął swoje woły,które były otoczone przez wściekły tłum.

- Ten koszyk ma tutaj zostać! – krzyknął jeden z kupców

- Czy ty naprawdę myślisz,że będę czekać aż Lord Tronter wkończy Ethorna i przyśle swoich ludzi do Stewark? – oznajmił furman

- Zabieraj swój namiot Mill,albo woły przewalą się przez niego!

- Tylko spróbuj,a połamię ci szczękę! – wrzasną kupiec i staną obok furmana,zaciskając pięść.

To wszystko musi poczekać,pomyślała Murdra i przeszła mostkiem.Więcej gróźb i obelg słychać było ze zgiełku na podwórzu.Jilvie zazgrzytała w dole przy drzwiach do sypialni.Była brudna od krwi i cała umazana od popiołu.Jej łuk był złamany.

- Masz – powiedziała Murdra,podstawiając jej dzban z wodą.

Jilvie spojrzała na nią i wybełkotała tylko parę słów.Po chwili jej słowa zastąpił cichy płacz.Łzy spływały jej po policzkach.Murdra nachyliła się i wcisnęła jej dzban w ręce.Potym opuściła dziewczynę,odwróciła się i ruszyła w stronę sypialni.

Pomieszczenie było tak samo szczelnie zajęte jak reszta.Dwóch rannych leżało na jednym łóżku.Inni zajmowali podłogę lub opierali się o ściany.Jęki,krzyki i płacz wypełniały pomieszczenie.Grom leżał na małym dębowym stole w centrum izby.Był nieprzytomny i brakowało mu jednej nogi.Jego krew stale kapała tworząc pod nim kałużę.

- Tutaj jesteś – powiedział Dankan,uzdrowiciel.Odkładając piłę.Jego fartuch umazany był od krwi.

- Wszystko tam było co potrzebowałeś – Murdra powiedziała i dała mu do rąk koszyk.

- Miejmy nadziję,że Ricklenowi uda się odnaleźć w lesie zioła uzdrawiające – powiedział Danken poczym odwrócił się do Craglana,mistrza gildii łowców,z jego boku wystawał trzon strzały.

- Ricklen to dobry dzieciak – wyjąkał Craglan,nie zawiedzie nas.

Dankan uważnie zbadał ranę Craglana,”Odłamałeś tę strzałę”,powiedział chwilkę się zastanawiając.”Jeśli żebra są połamane,to szpik może przedostać się do krwi.Wtedy jest możliwość że umrzesz,chyba że powstanie tam torbiel wtedy masz większe szanse”

- Pieprzeni paladyni – odparł Craglan.

- Ktoś musiał ich poinformować o planie – wtrąciła się Murdra.I przypomniała sobie wydarzenie z nożem i uciekającą postacią do lasu.

- Mów dalej – powiedział Dankan,wyciągając żelazne szczypce z torby.

- Ehh – Murdra złapała oddech,podeszła w stronę drzwi,ale Dankan chwycił ją za rękę.

- Zwabili nas w zasadzkę przy wyjściu z przełęczy myśliwych,odcinając nam drogę do Ethrona – powiedział Craglan,kiedy Dankan rozgrzewał szczypce nad pochodnią.

- To było cztery dni temu,nikt nie wiedział że bitwa może potrwać tyle czasu! – powiedział żołnierz i usiadł na podłodze blisko Craglana.

- Mówią że Generał Lee osobiście poprowadzi walkę w Dolinie Krwi – dodał jakieś łucznik stojący niedaleko.

- Bzdura! – wykrzyknął Craglan,kiedy rozgrzane skrzypce dotknęły strzały,dostał dragwek.Murdra szybko na to zareagowała i przytrzymała go z całej siły.

- Bzdura! – zapłakał,a strzała dotknęła jego żebra,aż padł nieruchomo na ziemie.

- Chyba lepiej na zimno – powiedziała Murdra i puściła żołnierza.

Myślę że tak będzie lepie – powiedział Dankan,próbując wykręcić grot

Craglan otworzył oczy.”Cholera” pomyślała Murdra chwytając go ponownie.

- Jak posiłki mogły przybyć tak szybko,to jest niemożliwe,poza tym on ma wystarczająco dużo problemów u siebie w Myrtanie – powiedział Dankan,dalej skręcając grot w ciele Craglana.

- Co z Ethronem? – spytał Dankan,ocierając pot.

- Widzieliśmy go z daleka –odpowiedział Craglan.

- Otrzymał pomoc oddziału z Torgaan,jeżeli ktoś miał go ocalić to musieli to być czarni wojownicy – dodał Craglan.

- Teraz! – Krzyknął Dankan,Murdra docisnęła mistrza do podłogi,który opadł bezwładnie.

- Tak,to jest to – Odparł Dankan trzymając zakrwawiony grot.

Murdra miała już tego dość.Nie miała problemów z zabiciem kozy czy kurczaka ale zabieg chirurgiczny to było jednak dla niej za dużo,przyprawiło to ją o mdłości.Myślała tylko o tym żeby jak najszybciej opuścić pomieszczenie.W końcu gdy wyszła,chwyciła się balustrady przechodząc przez mostek i zobaczyła jak podnią furman i kupiec rozbili butelkę i tarzają się w błocie.

Murdra przez chwilę ich oglądała,aż jej uwaga zwrócił młody chłopak w jasnej zbroi przechodzący przez bramę Rozdartej Dziewicy.Zatrzymał się i zgięty do połowy próbował złapać oddech.Prostując się krzyknął:

- Zwycięstwo! Wygraliśmy bitwę!

Cisza opanowała całe podwórze gospody.Wszyscy patrzyli się na tego młodego żołnierza.

- Ethorn z Setariff pokonał Lorda Trontera w walce,Myrtański naczelnik i generałowie zostali uwięzieni a Ethorn jest nowym królem Argaan!

Nikt przez chwilę nic nie mówił,W pewnej chwili jednym głosem obwieszczono:

- Żyj długo Ethornie VI! Królu Argaan!

Chwilę pózniej reszta podwórza przyłączyła się do wspólnych wiwatów na cześć króla.Murdra myślała że znów czuje swąd dymu,ale tym razem już się nie bała.Burknęła jeszcze coś pod nosem z ulgą i ruszyła w ślimaczym tempie do kuchni.

:: Część 4: Pogłoski z kontynentu



- Nic z tego! - splunęła Murdra, przecierając blat stołu - Wszyscy mają imię!

Elgan i Ricklen przerwali szamotaninę.

- Ej Murdra! - zawołał Elgen

- Skoro znów mamy słód to nie znaczy, że musicie go rozlewać! - powiedziała Murdra. Feren rzucił na nią złowrogie spojrzenie i krzyknął:

- Bohater, o którym mówił mój wuj nie miał żadnego imienia! - Murdra zarzuciła szmatkę na ramię, kiwając głową - Wujek po prostu nie znał jego imienia - odpowiedziała - A teraz mówi, że nie ma żadnego imienia, choć tak naprawdę je ma! - Spojrzała opryskliwie. Elgan uśmiechając się, wypuścił gęsty dym z ust i odrzekł:

- Czy nie byłoby ciekawiej, gdyby nie miał imienia?

- Oczywiście, że tak! - odparł Ricklen, uśmiechając się.

- Historia musi być prawdziwa, a nie interesująca - warknęła Murdra - Ile prawy może być w opowieści Ferena, jeżeli jego wujek nigdy nie poznał imienia tego człowieka?

Pijany Ricklen upadł i sturlał się pod stolik w towarzystwie gromkiego śmiechu. Murdra nigdy nie lubiła takich odgłosów, a teraz ją to po prostu obrzydzało.

- Wracając do opowiadania Ferena mruknął Elgan - Chcesz teraz ją usłyszeć?

- Nie! - krzyknęła Murdra, odgarniając włosy. Zebrała puste dzbany i ruszyła w stronę kuchni. Cranglan, przywódca gildii podróżników, usiadł przy drzwiach. Zdawał się być bardzo skupionym na rozmowie z Belgorem. Świeże bandaże na jego ciele przesiąknęły krwią, więc Cranglan sięgną ręką w stronę rany.

- Nie dotykaj! - wrzasnęła Murdra, a on momentalnie opuścił rękę na stół.”

- Co Feren znów opowiada? - zapytał Cranglan.

- Mój Boże! - parsknęła Mundra, kładąc ręce na biodra - O jakimś bohaterze z Myrtany, który nie ma imienia. Cranglan podrapał się po podbródku.

- Również słyszałem o bezimiennym bohaterze. Krążą o nim różne plotki. Jedne mówią, że wypędził bogów z naszego świata, a inne, że pokonał największego w historii maga.

Murdra splunęła na posadzkę i powiedziała:

- Każdy ma imię, i nikt nie będzie rozkazywał Innosowi co ma robić!

- Dobrze - Cranglan zrobił minę, która miała imitować śmiech. - Ludzie z kontynentu wierzą w te historie.

- W takim razie nie mają oleju w głowie! - burknęła Murdra. Cranglan, pomimo sporego bólu, wybuchł śmiechem.

- Myślę podobnie. Jednak to nie jest w tej chwili najważniejsze.

- Jakiś wieści? - spytał Belgor - Lee zaren z paladynami raczej do nas więcej nie przybędzie, okopał się w Vengardzie i próbuje przywrócić pokój z orkami.

- Generał? - spytał Belgot - On nie walczył z Lordem Tronterem w Krwawej Dolinie?

- Pogłoski, nic więcej, przyjacielu - odrzekł Cranglan - Żołnierze gadają bzdury, Lee nie postawił stopy w Argaan. On ma już dość własnych problemów.

- Słyszałem o wojnie prowadzonej pomiędzy Lee, a Gornem i orkami - oznajmił Belgor.

- Tak - powiedział Cranglan, pocierając ranę. Murdra błyskawicznie ją oderwała. - To kolejny z jego problemów. Interesujące jest to, że woja jeszcze nie wybuchła.

Craglan przytaknął:

- Jak dobrze pójdzie, Lee będzie zatrzymywał go przez bardzo długi czas. - Nim dokończył ostatnie słowo drzwi gospody otworzyły się z głośnym hukiem. Do środka weszło trzech mężczyzn, mieli bogato ozdobione zbroje.

- Kto jest właścicielem? - krzyknął jeden.

- Ja jestem. - burknął Belgor.

- Posprzątać tu! - krzyknął człowiek, kopiąc wiadro przy drzwiach - Sprzątnąć ten burdel! Jego ekscelencja Ethron VI z domu Setariff, władca Argaan, przyjeżdża przez tą ziemię. Będzie tutaj nocować!

:: Część 5 Ręka Groma

Grzmiące ryki rozdarły noc.
Innosie, chroń nas – pomyślała Murdra, a po grzbiecie przebiegł jej dreszcz.
Ludzie króla nie wydawali się podzielać jej lęku. Przeciwnie – ryki zdawały się tylko podsycać ich pragnienie. Podnosząc swoje puchary, wznieśli toast za odwagę i zdolności łowieckie króla. Murdra chwyciła dzban i dolała więcej miodu do pucharów na kuchennym kontuarze.
– Przerażona? – głębokim, burczącym głosem zapytał Grom. Był on dowódcą polowania mianowanym przez króla. Murdra potrząsnęła głową, lecz jej ręce drżały.
– Nie bój się – powiedział Grom z uśmiechem. – Klatka jest wykuta z najlepszej nordmarskiej stali, a bestia jest mocno spętana. Osobiście zawiązałem węzły i zapieczętowałem je ołowiem. – Grom napiął mięśnie swego nagiego ramienia, popisując się swoim wydętym bicepsem.
Jest silny, to dobrze – pomyślała Murdra wpatrując się w falujące mięśnie dowódcy polowania. - I dostojny.
Grom nosił rękawice z najlepszej jakości cielęcej skóry, bogato wyszywane i wysadzane szafirami o głębokim, niebieskim kolorze. Murdra nigdy wcześniej nie widziała myśliwego w podobnych rękawicach.
– Osobą nadzorującą królewskie trofeum jest nikt inny jak ja sam – kontynuował Grom – i żadna bestia, bez znaczenia jak wielka bądź silna, nigdy nie uciekła spod mojej pieczy.
Dowódca położył rękę na głowie służki siedzącej obok Murdry i zmierzwił jej opadające do ramion brązowe włosy.
- Czyż nie tak, Karello?
Służka skinęła głową i odgryzła kęs jabłka, które właśnie zwędziła z kosza Murdry. Była około piętnasto-, może szesnastoletnią, zuchwałą i niesforną dziewczyną. Murdra zabrała jej jabłko i wyrzuciła je do kosza na odpadki. Służka rzuciła jej gniewne spojrzenie i posępnie zdmuchnęła z twarzy zabłąkany kosmyk włosów. Grom nic nie powiedział, lecz jego twarz spochmurniała.

To było dziwne. W oczach Murdry, służka nie pasowała do królewskiej świty. Każdy z Setarrifanów był dostojny i majestatyczny, nawet najprostszy chłopiec stajenny. Jedynie służka była niechlujna. Nosiła zwykłe spodnie z ciemnej skóry i prostą kamizelkę. Sztylet przy jej boku wyglądał dość wartościowo, ale rękojeść była brudna; brudna jak jej dłonie. Jej przedramiona były poprzecinane krwawymi zadrapaniami od cierni w ogrodzie Murdry, w którym dziewczyna wesoło przetrzebiła jeżyny. Murdra złapała ją na gorącym uczynku i zaciągnęła za uszy do kuchni, stanowczo sadzając ją na stołku, gdzie mogła mieć na nią oko. Jednak nikt z królewskiej czeladzi nie zdawał się baczyć na jej brudne dłonie i krnąbrne zachowanie. Cokolwiek zaskakująco, traktowali ją z kurtuazją i respektem. Murdra po prostu nie potrafiła tego pojąć. Przez kilka uderzeń serca stawiła czoło brudnemu spojrzeniu, jakie rzucił jej dowódca polowania, zanim odwrócił wzrok. Niechętnie wzięła świeże jabłko z kosza i podarowała je niesfornej dziewczynie.
– Masz – mruknęła. – To jest dużo bardziej soczyste.
Służka wyszczerzyła zęby w łobuzerskim uśmiechu i wzięła jabłko. Grom wyraźnie się odprężył.

Kolejny ryk przedarł się przez noc.
– Pora karmienia – powiedział Grom, opróżniając swój puchar jednym haustem. – Lepiej nie każmy mu czekać. Jest niebezpieczny, kiedy staje się zbyt głodny. – Odstawił puchar na stół i odwrócił się od Murdry. Wpatrywała się w jego plecy, obserwując go, przechodzącego zdecydowanym krokiem przez szynk, mijającego obiadujących żołnierzy i wychodzącego na zewnątrz, w stronę klatki stojącej w pobliżu stajni.
Ledwie Grom zniknął w ciemności, gdy królewska córka wkroczyła do kuchni. Była jakieś dwa lata starsza od służki i piękniejsza niż jakakolwiek kobieta, jaką Murdra kiedykolwiek widziała. Jej ubiór był wyszywany złotem, jej rysy jasne i piękne.
– Gdzie poszedł Grom? – zapytała.
– Na podwórze – odpowiedziała służka, nie fatygując się aby się odwrócić. Odgryzła kolejny kęs z jabłka.
– Po co?
– A jak myślisz? Karmi bestię – odpowiedziała z pełnymi ustami służka.
Któregoś dnia ta dziewucha posunie się za daleko – pomyślała Murdra. Nie zamierzała jednak czekać, aż dziewczyna otrzyma naganę. Odstawiła dzban, wytarła dłonie o fartuch i zapytała:
– Co mogę dla pani zrobić?
– Wasza Wysokość – dodała królewska córka, spoglądając władczo i groźnie na Murdrę. – „Co mogę dla pani zrobić, Wasza Wysokość?” jest właściwszym sposobem na zwracanie się do przyszłej królowej Argaanu. Lepiej to zapamiętaj, jeśli wiesz, co dla ciebie dobre.
Murdra pilnie skinęła głową i ukłoniła się niezgrabnie.
– Co mogę dla pani zrobić, Wasza Wysokość?
– Tak lepiej – rzekła królewna. Rozejrzała się po kuchni Murdry i zmarszczyła nos. – Chcę zwiedzić tę posiadłość. Oprowadzisz mnie. – Wycofała się do szynku i z niecierpliwym gestem wywołała Murdrę z kuchni. Murdra prędko złapała pochodnię i ruszyła w kierunku drzwi. Służka zeskoczyła ze stołka, jednak Murdra burknęła:
– Ty zostajesz tutaj!
Królewska córka roześmiała się.
– Możesz nam towarzyszyć, Karello – powiedziała z rozbawieniem. – Masz moje pozwolenie.

Gniewny ryk ponownie przeciął noc. Murdra pomyślała, że zabrzmiał jeszcze bardziej dziko niż poprzednio.
– Tędy – powiedziała drżącym głosem, prowadząc księżniczkę i jej służkę przez szynk, obok biesiadujących w najlepsze żołnierzy. Belgor stał przy królu Ethornie VI z dzbankiem w ręku, napełniając królewski puchar za każdym razem, kiedy król tego zażądał. Był wyraźnie zakłopotany. Murdra mogła to dostrzec w jego oczach. Nic z tym nie mogę zrobić – pomyślała, otwierając drzwi od piwnicy z winem. Również czuła się skrępowana wśród nieustannego ryku i z wysokimi lordami w swojej tawernie. Murdra wkroczyła do piwnicy, wsuwając pochodnię w mrok.
– Tutaj przechowujemy nasze wino i miód.
– Widzę – odpowiedziała królewna, wodząc zmęczonym spojrzeniem po beczkach zdobiących ścianę piwnicy. Służka wetknęła do ust ogryzek jabłka wraz z rdzeniem i całą resztą.

– Ten dom śmierdzi – stwierdziła księżniczka. – Na podwórze proszę.
Murdra pospieszyła do dwuskrzydłowych drzwi i pchnęła je. Niepokojąca cisza szerzyła się przez nieprzeniknione ciemności na zewnątrz. Jedynym, co dało się usłyszeć, były pijackie okrzyki wyciszone przez grube ściany. Nawet woły w stajniach nie wydały żadnego odgłosu. Murdra dostała gęsiej skórki. Drżała, mimo że nocne powietrze było łagodne.

– Na co czekasz? – popędzała księżniczka. Murdra wyszła na podwórze. Nie chciała, żeby wysoko postawiona lady myślała o niej, że jest tchórzliwa. Coś niebieskiego migotało w świetle pochodni.
– Co to? – zapytała służka, wypadając z piwnicy. Murdra podążyła za nią.
– Rękawica – powiedziała służka. Murdra również mogła ją już dojrzeć. Leżała na środku podwórza, a szafiry błyskały w świetle pochodni. Dostrzegając ponury cień na ziemi, Murdra wzdrygnęła się. Ze skurczem w żołądku, zbliżyła się o kolejny krok i zatrzymała. Strzaskane kości sterczały u wylotu rękawicy. Księżniczka westchnęła z przestrachem.
– Czy to...?
– Ręka Groma – wyszeptała służka. Wypluła rdzeń jabłka i wyciągnęła sztylet. Księżniczka zaczęła krzyczeć. Nawet w ciepłej poświacie pochodni była blada jak całun. Jej wargi drżały. Głęboki ryk zagrzmiał za plecami Murdry. Odwróciła się.

Dwoje żarzących się oczu pojawiło się w ciemności w pobliżu piwnicy, a po chwili potworny łeb wśliznął się w światło pochodni. Ślina ściekała z paszczy bestii cienia; ślina i krew. Serce Murdry zamarło.
– Cofnąć się – wyskamlała łamiącym się głosem. Służka z wrzaskiem wyskoczyła naprzód:
– Za Setarrif!
Murdra zareagowała w okamgnieniu, chwytając dziewczynę za ramię i szarpiąc ją do tyłu. Potknąwszy się o królewnę, Karella straciła panowanie i obie dziewczyny wylądowały na ziemi, jedna na drugiej. Murdra stała teraz sama, pomiędzy dziewczynami i bestią. Wpatrując się w monstrualny łeb, zastanawiała się, czemu, do cholery, zainterweniowała, zamiast ratować życie ucieczką. Bestia cienia spoglądała w dół, oceniając ją z diabelskim uśmiechem.
– Nie ruszaj się! – krzyknął Belgor. Bestia cienia odwróciła się. Belgor wbiegł do gnojowni i chwycił widły, dziko wymachując pochodnią, którą trzymał w drugiej ręce. Bestia skoczyła, lądując między Murdrą a dwuskrzydłowymi drzwiami. Jej wzrok był zdecydowanie utkwiony w Belgorze. Murdra była w stanie wyodrębnić naprężone mięśnie pod grubą skórą bestii. Belgor podbiegł do potwora.
Bestia cienia opuściła głowę. Belgor wrzeszczał. Widły odbiły się od rogu potwora i bestia zaatakowała, bodąc Belgora i wyrzucając go w powietrze. Uderzając o dach szopy, nieprzytomne ciało Belgora sturlało się na ziemię. Murdra mogła dostrzec go, leżącego bezwładnie, a pod nim jego skręconą nogę. Nagle podwórze wypełniło się pochodniami, mężczyznami i mieczami. Ktoś mocno popchnął Murdrę i upadła.

Jeden z żołnierzy zaszarżował w kierunku łba bestii cienia, ale jego miecz chybił celu. Potworny łeb podniósł się, zanurzając zęby w nodze mężczyzny. Wojownik wrzasnął, gdy bestia nim targnęła, trzęsąc łbem w tą i z powrotem. Noga oderwała się, a wrzeszczący wojownik grzmotnął w dwóch swoich towarzyszy, którzy biegli w kierunku potwora; ich bronie poupadały. Czwarty wojownik, korzystając z okazji, oburęcznie zanurzył swój miecz w boku bestii, lecz potwór odwrócił się z oślepiającą szybkością i grzmotnął swoim rogiem w klatkę piersiową żołnierza. Powietrze z sykiem wyleciało z jego płuc, a Murdra usłyszała odgłos jego miażdżonych żeber. Mężczyzna poleciał do tyłu, obracając się na pięcie i lądując na poskręcanym stosie towarzyszy.
Wówczas król wypadł przez drzwi w swojej pozłacanej zbroi, z ciężkim berłem w dłoni. Bestia cienia zaszarżowała, uderzając rogiem o stal. Jej szczęki zatrzasnęły się z kłapnięciem, lecz król zgrabnie odskoczył na bok; wściekłość w jego oczach doskonale pasowała do furii bestii cienia. Tuż obok świsnęła strzała, ledwie mijając łeb bestii cienia. Potwór natarł na króla, ciskając go w tył. Druga strzała przemknęła przez ciemności, wbijając się w oko bestii. Król dostrzegł swoją szansę – gdy bestia zawyła z bólu, szybko na nią ruszył, atakując od oślepionej strony, uderzając berłem w jej masywną czaszkę. Król uderzał raz za razem, aż do momentu, kiedy odwracając się na piętach, opuścił ostateczny potężny cios. Bestia cienia zatoczyła się. Żołnierze całą falą ruszyli na bestię, tnąc jej ciało zanim zdążyła się podnieść; potwór wydał ostatni mrożący krew w żyłach ryk i padł.

Ethorn odwrócił się od martwej bestii i podszedł do Murdry, sięgając po jej dłoń.
– Ty i twój mąż – to wy ocaliliście moje córki.
– Córki? – wybełkotała Murdra, wciąż oszołomiona tym czego doświadczyła. Spojrzała na Karellę, która już wstała na nogi.
– Masz moją wdzięczność – rzekł król.
Murdra wytarła dłonie o fartuch i chwyciła królewską dłoń.
– Mój... mój mąż – wydukała, gdy Ethorn pomógł jej wstać. Król frasobliwie spojrzał w kierunku szopy.
– Moi osobiści uzdrowiciele się nim zaopiekują – powiedział. – Tylko najlepsi otrzymują moje złoto.

:: Chwiejący Świat Pana

Chwiejący się właściciel

Stuk. Drzewo uderzyło o kamień. Stuk. Stuk. Stuk. Murdra odwiedzona od garnka kuchennego, rzuciła okiem na Belgora. Kuśtykał w kierunku stołu, gdzie siedzieli Feren i strażnicy leśni. Drewno użyte do nowej nogi jest mocne, pomyślała. Kul używał już dwa tygodnie z krótkimi przerwami. Belgor wciąż walczył o swoją równowagę i chwiał się, ponieważ drewniana noga ulatniała się spod niego, ważne jednak było, że już chodził. Miał ją jednak od niedawna i trochę musiało potrwać, aż się przyzwyczai do protezy. Craglan udzielił mu wdzięcznego kiwnięcia głową i wciągnął go na krzesło. Belgor został posadzony na czele strażników leśnych. Gdy próbował lepiej się usadowić z jękiem i pośliznął się, a jego sztuczna noga przesunęła się na szparze między deskami.
- Ha, chwiejący się właściciel! - wyśmiewał się Feren.
Belgor zignorował go. Od nocy, kiedy spotkał się z Bestią Cienia – uzbrojony tylko w latarnię i widły – wielu stałych klientów zaczęło wyśmiewać się z niego, nazywając go kaleką, pół-człowiekiem, uważając go za chorego. Feren więc nie robił tego jedyny, ale był zdecydowanie najgorszy. Lubił wymyślać imiona dla Belgora, lubił trząść właścicielem, który nic nie mógł mu zrobić. Powinien być usunięty, cham, pomyślała Murdra . W jej oczach, Belgor miał więcej z człowieka teraz niż Feren kiedykolwiek. Udowodnił, że jest bohaterem. Daleki od bycia gorszym, drewniana noga nie była żadną skazą – to był znakomity znak, odznaka honoru. Zrobili ją ręcznie królewscy medycy na znak wdzięczności. Nalała ostatnią część gulaszu do miski, którą miała specjalnie przygotowaną dla Belgora. Szła nogą za nogą do stołu.
- O czym rozmawiasz? Co dzieje się teraz w około?
Belgor zapytał, ponieważ Murdra podała mu mięso duszone z jarzynami.
- Nic szczególnego - Feren odpowiedział mu jakby znudzonym tonem, bawiąc się swoimi pierścieniami. - Od kiedy to kaleka powinna się tak troszczyć?
Murdra zmarszczyła brwi, trzymając się swej szczotki. Zaczęła usuwać wilgotne siano wokół stołu z szybkimi machnięciami miotły. Craglan udzielił Ferenowi stalowego spojrzenia.
- Słyszałem, że wybrano nowego króla - powiedział Belgor. - Tam dalej, na kontynencie.
- Tak, nazywa siebie Rhobarem III - dodał Ricklen. - To bardzo pierwotne imię.
- Też tak sądzę - zgodził się Feren.
Na chwilę zapadła cisza. Z zadumania wszystkich wyrwał Craglan.
- Królowie wybierają swe imiona ostrożnie. Może już słyszeliście, on nie chce być po prostu królem Myrtany. Na razie mówi, że jest tylko królem środkowej części kraju. Zaufajcie mi, moi przyjaciele, tam rozpętała się burza, dlatego wybrane imię najwyraźniej wyraża jedną rzecz: on ma zamiar ponownie zjednoczyć stare królestwo. Nie zapominajcie, że Wyspy Południowe były jego częścią!
- Jak możesz dawać wiarę pogłoskom? - stwierdził Jilvie - Może to i prawda, że jest bardzo wysoki i dzierży wielki miecz w jednej ręce, ale to...
- Tak - dodał Ricklen. - Ja słyszałem, że wyzywa na pojedynek każdego człowieka, który przechodzi przez jego drogę. To nie sprawiedliwy olbrzymi brutal… On może umieścić stopę na naszej wyspie.
- Może jest brutalem, może nie, tego powiedzieć nie mogę - wtrącił Craglan. - Ale z tego, co słyszałem, jest nie tylko mistrzowskim szermierzem, ale także trzeźwo myślącym i dobrym strategiem. Ludzie z Myrtany wspierają go, ponieważ obiecuje im trwały pokój.
- My chcemy mieć pokój tu - powiedział Jilvie. - Na kontynencie sprawy prezentują się całkiem ponurze. Tam toczą się ciągle wojny.
- Jaka jest historia z orłem, który towarzyszy jego wojsku, gdziekolwiek nie pójdzie? - zapytał Ricklen.
- Nic o tym nie wiem, ale zresztą, Rhobar III wybrał orła jako swoje godło - Feren mu odpowiedział. - Podobno jego kampania przeciwko orkom była błogosławiona przez bogów – przepędził ich z Myrtany, a Thorus umknął z kontynentu z garstką sługusów. On idzie z powrotem do Torgaana.
Jilvie obwieścił dźwiękami dud pojawienie się.
- Dobrze, na pewno nie przebywają w miejscu. - Belgor odpowiedział - pragnął bym dowiedzieć się więcej o wojnie z orkami.
- A ty co, Belgorze? - Feren zapytał z uśmiechem. - Po co zawracać sobie głowę orkami? Z tą nogą i widłami miałbyś problemy z pastuszkiem.
Trajkot ustąpił miejsca kłopotliwej ciszy. Strażnicy leśni wymienili chłodne spojrzenia.. Świnia, pomyślała Murdra.
- Jeśli ktoś tu ma kłopoty, to tylko Feren - mruknęła pod nosem. - Jego poprzednie wyzwiska nie były już przyjemne, ale to?!
Belgor rozwścieczony uderzył pięścią w stół tak mocno, że miska z gulaszem podskoczyła, a w efekcie jej zawartość wylała się na stół. Spróbował wstać, ale Craglan powstrzymał go, kładąc mu rękę na ramię.
- Nikt mnie jeszcze tak nie obraził, nikt... - strażnik leśny mruczał, odsuwając od siebie jego rękę. - Tak! - krzyknął na młodego handlowca. - Mogę mieć tylko jedną nogę! Mądry człowiek powinien wiedzieć, że jedna noga jest wszystkim, czego potrzebuję, aby wykopać cię z mojej tawerny!
Belgor podciągnął rękawy, skupił się na Ferenie.
- Pozwalam sobie tak myśleć - spokojnie odpowiedział Feren, wstał jednak.
- Tak?! - odpowiedział Belgor. Jego drewniana noga została postawiona stanowczo na kamiennej podłodze. Feren uśmiechnął się. Belgor przez chwilę się zawahał, lecz przypominając sobie wszystkie wyzwiska rzucane pod jego adresem, pozbył się wszelkich wątpliwości – zaatakował Ferena z prawym sierpowym, ale prowokator po prostu cofnął się. Belgor stracił równowagę, drewniana noga znów ulotniła się spod niego, wcisnęła się do pęknięcia między dwoma kamieniami podłogi. Potknął się, ale nie spadł. Belgor uderzył jeszcze raz, tym razem ze swojej lewej strony, ale Feren łatwo zablokował uderzenie, zręcznie podszedł do Belgora i kopnął drewnianą nogę. Belgor spadł i uderzył się w głowę o kamienną podłogę. Bohater Murdy spadł. Teraz posunął się za daleko, pomyślała. Chwyciła szczotkę oburącz.
- Koniec z tobą - syknęła na Ferena.
Młody handlowiec odpowiedział śmiejąc się.
- To naprawdę chcesz radzić sobie bez mojego złota?
Nie potrzebuję twojego złota, pomyślała. Uderzyła go miotłą, gdy Feren wychodził. Ostre brzozowe gałązki pokaleczyły mu policzki. Kupiec potknął się. Murda usłyszała jęk Belgora, który walczył, by wstać.
Handlowiec zaczął miotać się i już wstawał. Wtedy rzuciła się na niego jak rozwścieczona harpia, przyszpilając do ziemi i zarazem uderzają miotłą. Próbował się wyrwać, ale Murdra nie ustawała w wysiłkach, właśnie tak jak król podczas swojej walki z Bestią Cienia. Obezwładniła Ferena. Widziała, jak krew wypływała z ran pozostawionych przez jej szczotkę. Zwrócił się ku drzwiom i zaczął uciekać, ale Murdra nie ustała. Feren jednak potknął się wcześniej. Rozejrzał się. Ku swej grozie za sobą ujrzał swego prześladowcę. Z brutalnym kopnięciem, kobieta wyrzuciła Ferena z ganku tak, że wpadł twarzą w błoto.
- Nie myśl, aby jeszcze kiedykolwiek pokazać tu swą twarz!
Z całym impetem zatrzasnęła za sobą drzwi. Odwróciła się i zobaczyła, jak Craglan pomagał Belgorowi podnieść się.
- Osobnik jego pokroju nie zasługiwał nawet na porządne lanie od ciebie - powiedział z pocieszającym uśmiechem. Belgor nawet na chwilę się uśmiechnął, jednak skóra na jego policzku zapiekła go. Pomacał bolące miejsce. Okazało się, że kość była spuchnięta. Odsapnął i zaczął zmierzać ku schodom. Jego drewniana noga znów zaczęła stukać o kamienną podłogę. Stuk. Stuk. Stuk. Murdra spojrzała jak kuśtyka w kierunku schodów. Było go jej żal. Po chwili zniknął jej z oczu. Wciąż jednak mogła słyszeć wolny stukot jego protezy o drewnianą posadzkę galerii. Stuk. Stuk. Stuk. Drzwi do sypialni zatrzasnęły się ze szczęknięciem. Stuk. Stuk. Stuk.

Było późno. Zegar właśnie wybił dwunastą, a większość gości już rozeszła się do swoich izb. Kilku zaprzysięgłych pijaczków pozostało przy stolikach, dopijając ostatnie krople słodu. Murdra była już bardzo zmęczona. Nic nie mogło być bardziej kłopotliwe niż kolejny gość o tak późnej porze.
Człowiek ubrany był w długi, oberwany szlafrok z prostych, brązowych skór. W ręce trzymał laskę zakrzywioną w trzonie. Kaptur osłaniający twarz miał pełno dziur.

- Spadaj! - krzyknął, kiedy obcy ruszył w kierunku wolnego stolika, potrząsając głową - zamknięte!
Obcy zatrzymał się, stojąc w otwartych drzwiach. Woda ciekła po jego szacie, tworząc bałagan wokół jego osoby. Za nim deszcz spadał na ganek z dachu. Człowiek podniósł ręce zawinięte w brudne bandaże. Widać było jego brązowe, połyskujące gdy ogień odbijał się od kropelek wody, oczy. Jego policzki i broda zostały pokryte przez grubą skórę. Wyglądał bardzo smutnie
- Nie chcę mieć żadnych problemów. - powiedział cicho obcy - wszystko, czego potrzebuję, to łóżko na noc, lub suchy róg w stajni.

- Możesz spać w stajni - zdecydowała - Żywność i wodę zaraz ci przyniosę.
Obcy uśmiechnął się.
- Woda. Byłoby miło.
Murdra usłyszała łomotanie nogi męża.
- Nie tak... ahhhh – Powiedział Belgor - Mój… gdzie jest moje mięso? – powiedział i cofnął się.
- Jesteś cały przemoczony, możesz usiąść przy kominku - burknęła Murdra.

Obcy spojrzał na nią z jego smutnych oczu, wydobyła się nutka zadowolenia, po chwili ciszy, Murdra westchnęła i wzruszyła ramionami. Belgor uśmiechnął się.
- Jestem Belgor - powiedział. - To jest moja żona, Murdra.
- Leboras - odpowiedział obcy, a Belgor podszedł do niego bliżej
Murdra ruszyła z powrotem do kuchni.
- Masz trochę słodu? – Zapytał Elgan, gdy Murdra przechodziła przez kuchenny próg. Uśmiech przechodził mu przez gęsty obłok dymu z fajki. Murdra zatrzymała się.
- Jeden kubek – nie więcej! - Było już jednak za późno. Mężczyźni zaczęli opuszczać swoje izby i zbierać się wokół kominka gdzie był obcy i Belgor.


- Poprosimy jednak więcej - burknął Elgan i dołączył do tłumu przy kominku.
Murdra kiwając głową wpadła do kuchni znikając w ciemności.

- Nie jesteś stąd prawda ? - zapytał Belgor, gdy Murdra była zajęta przygotowaniem posiłku. Leboras potrząsnął głową.
- To skąd jesteś?
- Myrthana - odpowiedział mężczyzna.

- Bogowie! - Elgan zakrztusił się dymem z fajki. - Z kontynentu? Co robisz na naszej wyspie?
Ludzie bacznie go obserwowali, ale nikt nie śmiał się odezwać.
- Ciężko jest tak gadać o suchym gardle - powiedział Elgan, spoglądając w stronę drzwi do kuchni - Murdra, gdzie nasz słód ?

- Zamknij się, albo będziesz pić z własnego buta! - krzyknęła Murdra. Elgan zaśmiał się.
-Teraz powiedz nam - kontynuował. - Co cię tu sprowadza?
Leboras wahał się.
– Los - powiedział w końcu szeptem.
Elgan zaciągnął się dymem z własnej fajki
- To zawsze jest los. - powiedział, puszczając strumień dymu z nozdrzy. - Pytanie brzmi: dlaczego? - zapytał się, aby wyciągnąć więcej informacji.

- Dla niektórych informacje z kontynentu są droższe niż złoto, szczególnie dla nas handlarzy - Stwierdził Belgor widząc na twarzy nieznajomego zdziwienie i zakłopotanie.


- Nie zapominaj, że wszystko to tylko pogłoski z kontynentu, nie wiadomo ile w tym prawdy - powiedział Grengar. Mężczyźni przy stole wybuchli głębokim śmiechem. Nie widomo było do końca z kogo się śmieli i dlaczego, ale gość czuł się chyba coraz lepiej.

- A co z koronacją? odbyła się? - Murdra krzątała się pomiędzy ludźmi rozdając słód
- Tak - odpowiedział Leboras - Byłem tam - W tym momencie w izbie nastał cisza, słychać było tylko wiatr, który walił w stare drewniane okna.
Elgan złożył ręce, a Leboras zaczął opowiadać
- To był słoneczny dzień - powiedział. - Namioty armii rozstawiane naprzeciwko bramy Vengardu ciągnęły się aż na wzgórza. Paladyni stali dumnie a ich pancerze lśniły w słońcu. Rhobar III stał na niewielkim wzniesieniu w przedniej części miasta. Arcymag włożył koronę na jego głowę. Rhobar przyjął ją i poprawił na swoim czole, spoglądają na wzgórza Myrthany.
Leborasa złapał mocny kaszel - To było dziwne - powiedział. - Jak tylko Rhobar został koronowany, orzeł wylądował na jego ramieniu. To było jak znak... Wszyscy skandowali jego imię - żołnierze, paladyni, magowie ...
- Czy wiesz więcej na temat wojny?- Zapytał Grengar.
Leboras potrząsnął głową ze smutkiem w oczach. - Rhobar III przyniósł pokój w Nordmarze jeszcze tego samego dnia.

- Wojna prowadzi do cierpienia - odpowiedział Leboras.
- Niech cię! - Grengar krzyknął. - Jeżeli będzie taka potrzeba chwycimy za siekiery i pomożemy!
- Mało wiesz o wojnie - powiedział Leboras.
- Nie? - zapytał Granger - Już nie raz dawaliśmy sobie radę gdy te ścierwa z Myrthany panoszyły się u nas.
- Ty?
- Ethorn i jego wojownicy - burknął Granger. - Prowadzili walki w Dolinie Krwi.
- Byłeś tam?
Grengar potrząsną głową. - Jestem drwalem, nie wojownikiem, ale jeżeli Rhobar postawi stopy na wyspie wezmę swoją siekierę i będę walczył razem z Ethornem.
- Nie wiesz o czym mówisz - powiedział cicho Leboras.

Twarz Leborasa była dobrze widoczna w ciemności. Następnie zerwał się z krzesła i ruszył w stronę Grangera. Zaatakował myśliwego znienacka dociskając jego ciało z ogromną siłą do ściany. Jego twarz zaczęła robić się zielona, a następnie fioletowa.

Ręka Leborasa wylądowała na brzuchu Grangera, który z trudem mógł złapać oddech. Po chwili puścił go, a on zwijając się z bólu upadł na podłogę.
- Nie wiesz o czym mówisz… - powtórzył Leboras, jednak tym razem w jego głosie nie było słychać stali. Granger musiał zerwać mu kawałek ubrania ponieważ część jego ramienia została odkryta. Widniał na niej tatuaż

- Ty... jesteś paladynem!
Leboras zamknął oczy i wziął głęboki oddech. Granger zwijał się z bólu, krew obficie tryskała mu z nosa. Leboras zwrócił się do Elgana, gniew w jego oczach zmienił się w smutek.
- Kiedyś byłem paladynem - szepnął. - Teraz jestem po prostu Leboras. Ten tatuaż jest pozostałością mojej winy… - Zabrał kij i ruszył w stronę stajni, Murdra nie mogła nic powiedzieć.

:: Mroczny Wojownik

- Zamilcz, Morra!
Flaszka Elgana spadła na stół z chlapnięciem. Jego usta otwarły się z wrażenia, a wzrok skupił na czymś za oknem. Murdra podążyła za jego spojrzeniem i sapnęła. Będę przeklęta.- pomyślała. Na gościńcu stał ork, jakiego kobieta nie znała. Nie była to zgarbiona istota z oczami bestii, w obszarpanych futrach, ale dumny i godny wojownik z bujną brodą podkreślającą jego ostre rysy twarzy. Gdy uczynił krok w przód, Murdra mogła dostrzec ciężką skórzaną zbroję, okrągłą tarczę i masywny młot bojowy na jego plecach.
Będę przeklęta. – pomyślała znowu, zbliżając się do okna. Ork nie był sam. Gościniec przepełniali jemu podobni. - Nie jesteście tu mile widziani! – oberżystka usłyszała krzyk Belgora. On i kilku drwali zastąpili wejście do szynku. Wtedy powietrze wypełnił głęboki, chrapliwy dźwięk - orkowie ryknęli śmiechem.
- Kto nas powstrzyma, Jednonogi?- uśmiechnął się szyderczo ork, którego Murdra zobaczyła najpierw. Belgor rzucił okiem na drwali u swego boku. Nie wyglądali na zbyt pewnych siebie.
- Nie jesteście tu mile widziani! - karczmarz powtórzył uparcie, ale tym razem brzmiał trochę mniej dziarsko. Murdra widziała jego trzęsącą się drewnianą nogę.
- Co się tam dzieje? - spytał Rauter z głębi oberży. Co za fart. – pomyślała kobieta, odwracając się w jego stronę. Rauter nie był jedynym przy stole. Towarzyszyło mu dwudziestu zbrojonych - niemalże cały oddział gildii wojowników ze Stewark zebrał się w „Pękniętej Dziewicy” na doroczne zgromadzenie.

- Orkowie są na gościńcu! - karczmarka zawołała do Rauter i reszty wojowników. – Pełno ich!
- Zbiegli niewolnicy czy orkowie z Silverlake? – spytał Rauter, zachowując zimną krew.
- Żadni z nich! - Murdra potrząsnęła swoją głową. – Są uzbrojeni po zęby, mają tarcze i topory!
- Uaa! wykrzyknął Rauter. – Skąd oni się wzięli?
Zbrojni zerwali się na równe nogi, wyciągnąwszy swe miecze i topory, ruszyli do drzwi. Murdra odwróciła się ponownie do okna. Orkowie nieubłaganie zbliżali się do wejścia. Każdy ich krok naprzód powodował krok w tył Belgora i drwali. Drzwi oberży rozwarły się z hukiem, a wojownicy wynurzyli się, torując sobie drogę pośród mężczyzn stojących przed szynkiem.
Orkowie zawahali się.
- Nic tu po was! – wykrzyknął Rauter ze wzniesionym mieczem. – Wynoście się! Warcząc i klnąc jego przeciwnicy dobyli swoich broni.

- Słyszeliście to?! – wrzasnął jeden z nich. - Morry chcą krwawić! - Orkowie zarechotali.

- Więc upuśćmy im trochę krwi! - zagrzmiał inny, waląc toporem o tarczę. Jego ziomki poszły za tym przykładem. Donośny głos przebił się przez hałas:

- Dość!


Okazało się, że za orkami stał człowiek, którego Murdra nie zauważyła wcześniej. Miał ciemną, niemal czarną karnację, zaś muskularne ciało przyobleczone było w skórę i żelazo. Topór wciąż spoczywał na jego plecach. Mroczny wojownik! – przemknęło kobiecie przez myśl.

- Nie możemy sobie pozwolić na więcej ofiar – oznajmił wojownik, odpychając dwóch orków. - Nie teraz!

- Walczymy, kiedy chcemy! - wrzasnął największy ork, pokazując swój dwuręczny topór i parę masywnych kłów. – Nie rozkazujesz tutaj!

- To nie rozkaz – krzyknął wojownik - tylko rada! Rusz głową! Nie możemy wiecznie uciekać – prędzej czy później będziemy musieli walczyć! Gdy ten czas nadejdzie, przyda się każdy jeden wojownik!

- Kto mówi, że uciekamy? - Erhag warknął głębokim i groźny, głosem. – Prawdziwy ork nigdy nie ucieka!
- Nazywaj to jak chcesz, ale to i tak faktów nie zmienisz! – odparł mężczyzna. – Daliśmy drapaka statkiem z Myrtany i udaliśmy się na północ Varantu. A potem? Co zrobiliśmy, gdy Rhobar chciał zdobywał południe? Czy walczyliśmy? Nie! Znowu uciekliśmy - do Ben Sala, do Mora Sul... Trwało to miesiącami – gdzież tam, latami!
- Milcz, Morra! - Erhag wrzasnął, a jego twarz wyrażała furię.
Wojownicy ze Stewark patrzyli po sobie skonsternowani, podobnie, jak orkowie. Murdra zobaczyła, że Rauter daje znak swym kompanom. Wydawało się, że chce sprawdzić, jak to wszystko się rozegra.

- Nie bądź głupcem, Erhag! – kontynuował mroczny wojownik. – Obaj wiemy, że Rhobar wysłał zaledwie część swoich jednostek do oblężenia Mora Sul. Reszta jest w drodze tutaj. Twoi zwiadowcy ich widzieli. Ile nam pozostało? Kilka tygodni? Dni? Sądzę, że musimy zmierzyć się z królem Myrtany, nim podbije ostatnie wolne wyspy, gdyż po prostu nie możemy pozwolić sobie na więcej strat! Ponieśliśmy już wystarczająco dużo ofiar w bezsensownych waśniach z nędznymi chłopami.
- Thorus ma rację - wtrącił jakiś ork nie wyglądający na wojownika. Nie miał topora, tylko duży, sękaty kostur.

- Zawsze lizałeś Morrom buty, Grosh! - zagrzmiał Erhag, obnażając kły.

- Wyzywasz mnie? – warknął Grosh. Stał pośrodku gościńca w promieniach ostrego południowego słońca, ale wszystko wokół niego wydawało się ciemnieć. Erhag spiorunował go wzrokiem, lecz w jego oczach krył się ślad strachu. Długi, głęboki pomruk wyrwał się z jego gardła i zamarł. Erhag splunął.

- Jaką radę Morra chce teraz dać?
- Argaan słynie ze swych twierdz. Spośród wysuniętych na południe wysp, tylko tam można znaleźć dżunglę. Powinniśmy zostać na Argaanie i przyłączyć się do miejscowych rebelianckich przywódców, by stawić czoła Rhobarowi i jego paladynom! - odpowiedział Thorus.

- Przymierze z Morrami? Nigdy! - Erhag pozwolił swym oczom błądzić ponad orkami i wykrzyknął:

- Ruszajmy w góry i walczymy, jak orkowie – wolni i godni! Niektórzy zaczęli uderzać trzonkami toporów o tarcze, ale większość patrzyła wyczekująco na Thorus i Grosha.

- Chcecie odejść? – pogardliwie spytał Thorus. – Zatem idźcie i gińcie, zaszczuci. – Ja stanę do walki z wojskiem przy moim boku!

Na moment, martwa cisza zawisła nad „Pęknięta Dziewicą”. Grosh uderzył swym kosturem w ziemię.

- Jestem po stronie Thorusa.

To rozstrzygnęło spór. Topory uderzały o tarcze. Erhag odepchnął mniejszego orka i podszedł do bramy.

- Ja wyruszam w góry! - krzyknął. – Podążajcie za mną albo zostańcie lizać Morrom buty! - Szmer przeszedł się wśród orków. Paru zrobiło kilka niepewnych kroków w kierunku Erhaga, a mrok wokół Grosha narastał.

- Pozwólmy im iść na spotkanie ze śmiercią. - rzekł Thorus.
Grosh rzucił mu zmęczone spojrzenie. Cienie zniknęły.

- Idźcie! - grzmiał. Pięciu orków ruszyło w ślad za Erhagiem do dziczy. Thorus obserwował ich chwilę, a potem podszedł do Rautera.

- Kto jest najsilniejszym warlordem na tej wyspie?

- Ethorn VI, król Argaan, jak mniemam. – odpowiedział Rauter wciąż z mieczem w ręce.

- Gdzie mogę go znaleźć?

- Na wschodnim wybrzeżu, w Setarrif - domu jego przodków. Możesz iść przybrzeżną drogą na południe. Albo kieruj się na północ, przez Thorniara.


Thorus zamyślił się na chwilę i kiwnął głową.

- Schowajcie swe topory! - warknął do orków. - Ruszamy!

Obrócił się na pięcie i skierował ku bramie, zaś orkowie za nim. Murdra patrzyła, jak odchodzą. Nawet gdy zniknęli jej z oczu, wpatrywała się w tuman kurzu wzbity podczas marszu przez ich ciężkie buty. Wtem słyszała skrobanie łyżki w talerzu Elgana.

- Mogłem użyć innego talerza - rzekł - i miski do miodu!

Murdra rozproszona kiwnęła głową. Wojownicy z gildii wrócili do gospody, chcąc miodu. Murdra powlokła się do kuchni. Dopiero tam zdała sobie sprawę, że jej nogi się trzęsą. Wzięła głęboki wdech i drżenie minęło. Zabrała kilka misek z półki i położyła na stole. Wtedy usłyszała stukanie drewnianej nogi oberżysty. Jego silna, ciepła ręka spoczęła na jej pupie. Murdra odwróciła się i westchnęła.

- Jak zwykle: jesteś bohaterem. – wymruczała.
Belgor uśmiechnął się.

:: Część dziewiąta: Ped

Cztery kubki przewróciły się, hałasując przy tym niemiłosiernie. Na twarzy Belgora pojawił się niezauważalny uśmiech. Słysząc dźwięk Murda natychmiast odwróciła się w stronę Peda, przeszywając go wzrokiem. Nowy chłopiec stanął wreszcie na nogach, szybko układał sobie życie na nowo, chociaż pod okiem tej wymagającej kobiety nie było to łatwe. – Ten jest jeszcze gorszy, niż ostatni – pomyślała – wolny, leniwy i słaby.
- Hej, ruszaj się - rzuciła ostro do chłopca i zaczęła wycierać kuchnię – klienci czekają! Jest rozpieszczony, nie pracuje dobrze, a do tego jest już tu dwa tygodnie – szepnęła do siebie. - Broken ma coraz bardziej niezadowoloną minę, a wciąż czeka czterech spragnionych ludzi! - wykrzyczała, trącając Peda stopą.
- Czemu tak go strofujesz, Murdo? - wymamrotał Belgor. - To miły i przyjazny chłopak.
Rzuciła mu krótkie, gniewne spojrzenie, po czym chwyciła cztery kufle i postawiła je na kredensie. Niezwłocznie zjawili się mężczyźni w ilości adekwatnej do naczyń z trunkiem, chwycili je i łapczywie opróżnili. Na chwilę zapomniała o Pedzie, gdy jednak się odwróciła, zauważyła że chłopiec wciąż był zajęty sprzątaniem.
- Szybciej! – warknęła i podniosła puste kubki, po czym odeszła od kredensu idąc noga za nogą.
Kątem oka patrzyła na klientów, byli już rozpakowani. Siedzieli bardzo blisko siebie, przy małym drewnianym stoliku, szepcząc coś, czego tylko urywki Murda potrafiła dosłyszeć. Domyślała się jednak o czym rozmawiali i brakujące słowa dokładała w myślach:
- Makabryczny poranek rozpoczął się, szare słońce przysłonięte chmurami wyłoniło się jak ciemny omen. To był maszt, złamał się w pół - powiedział literując słowa Tear z Setarrif. - Smutni rybacy wycofali się z morza i dotaszczyli to do Dziewczęcia.
- To był dobry statek - Murdra usłyszała, jak powiedział Elgan. - Tak... - mruczał smutny. - Ale okręt flagowy!?
Murdra celowo zwolniła kroku, przechodząc obok ich stolika. - Kiedy ich panowie toczą spór, oni także muszą z kimś walczyć, nie mogą wybrać innej drogi - pomyślała.
- Już chyba tylko bogowie to rozstrzygną! – jeden z przybyszów powiedział to zdanie nieco głośniej. Murda zaczęła wycierać jeden ze stolików nadal przysłuchując się rozmowie.
- To czas wojny! - wykrzyknął Garv.
Jego głowa była ogolona na łyso, jak zawsze zresztą. Gruba blizna biegnąca od ucha po brodę rozciągnęła się, wyglądał groźnie, mówił podniesionym tonem.
- Przez Myrtańczyków znaleźliśmy się w tym cholernym miejscu - tu Murdra obdarowała go gniewnym spojrzeniem, rzucając kubki przed mężczyznę i jego przyjaciół.
- Nie jesteś zbyt wdzięczny, co?
Chrząknął, pozorny uśmiech dzielący jego twarz skażoną bliznami tylko podkreślił, iż jest zakłopotany. Murdra poczuła, jak dotknął jej pośladek, jego palce boleśnie wbiły się w ciało.
- Na tak wiele sobie nie pozwolę! – krzyknęła z oburzeniem.
Z całej siły uderzyła dłonią jego policzek. Ludzie przy stole popatrzyli na siebie, uśmiechając się. Garv potarł bolące miejsce. Przeszył Murdrę lodowatym spojrzeniem. Ona wiedziała, że będzie musiała postępować teraz ostrożnie, ale trzymała swoją brodę wysoko.
Co? – rzekła sucho.
Garv nie odezwał się ani słowem. Murda bez wahania odwróciła się i wróciła spowrotem do kuchni. Gdy tram wchodziła, to samo właśnie robił Ped.
- Robiłeś to strasznie długo – warknęła „obdarzając” chłopaka gniewnym spojrzeniem.
Wzięła kilka głębokich talerzy z szafki i położyła je na krześle aby zetrzeć kurze. Nagle to samo krzesło upadło z łoskotem na ziemię. Murdra popatrzyła w górę. Garv stał obok stołu, w ręce trzymał kubek. Splunął na podłogę.
- To nie jest piwo! – krzyknął. - To rozcieńczone wodą siki!
Cała sala zamilkła, ludzie przerzucali spojrzenia z Murdy na Garva. – ***** – pomyślała karczmarka. A już po chwili ujrzała lecący w jej stronę kufel, na szczęście uchyliła się przed nim i roztrzaskał się o ścianę.
- Teraz jesteś mi winien kubek… - wykrzyczała rozwścieczona.
Wpadła w furię, wstała, jej twarz szybko przybrała naprawdę potworny wyraz. I już miała uderzyć Garvetha pięścią, kiedy przypomniał jej się Ped. Miała pewien pomysł.
- Ty! – krzyknęła, niespodziewanie odwracając się w stronę pachołka, który odskoczył w tył ze strachu. – Wyrzuć go za drzwi! – rzekła do chłopca surowo, aczkolwiek już po cichu. – Przez cały dzień nie zrobiłeś nic pożytecznego, może chociaż do tego się przydasz.
Młodzieniec zawahał się. Przeciwnik był o dwie, jeśli nie o trzy głowy wyższy od niego. – Teraz się okaże, czy ten drań jest skłonny do pobicia dziecka… - pomyślała Murda, wycierając pot z czoła. Ped zrobił niepewny krok naprzód.
- Jest pewna pro... czy mógłbym prosić... - wciąż nie wiedział, jak zacząć. - Teraz musi pan opuścić to miejsce... - powiedział, był jednak zbyt potulny, zbyt cichy.
Garv popatrzył na chłopca z góry.
- Naprawdę? – wyszydził.
Ped cofnął się.
- Mmm… Murdra! - zapiszczał.
Kobieta przetoczyła oczy.
Garv roześmiał się głośno.
- Boisz się kobiety? - zapytał, wciąż spoglądając Peda z góry. - Jakim rodzajem człowieka jesteś?
Ped walczył sam ze sobą, by coś powiedzieć, ale żaden dźwięk nie przeniknął przez jego wargi. Garv znowu się uśmiechnął.
- Co, chcesz dalej? – wyszydził chłopca po raz kolejny. - Może coś ustalimy?
Złapał Peda pod ramionami i podniósł go bez wysiłku. Wydawał się ocenić odległość do drzwi. - Pozwolę sobie zobaczyć, czy celnie trafia do drzwi – rzekł z uśmiechem na ustach.
- Upokorzysz go? – powiedział niespodziewanie Belgor, stojący za Garvem, jego głos był spokojny i głęboki.
Awanturnik odwrócił się po chwili. Ped był nieruchomy w jego chwycie.
- Zostaw go, nie chcę powtarzać tego drugi raz.
- Ja też nie chcę pewnej rzeczy powtarzać ci drugi raz, ulubieńcu króla! - Garv postawił chłopca. - Ale wiedz, że nie mam ci nic za złe, Belgorze. Uczciwie jednak kupiłem twoje piwo, a co dostałem? Dlatego powiem ci raz: nie chcę mieć nic wspólnego z twoimi usługami i tą całą śmierdzącą tawerną.
- Dobrze, więc teraz odejdź -powiedział stanowczo Belgor, chwiejąc się lekko na swojej drewnianej nodze.
Przyjaciele Garva powoli wstali ze swoich krzeseł, kilku drwali poszło za ich przykładem. - Czuć bójkę w powietrzu – niepokoiła się Murda, miała jednak dość. Odrzuciła szmatę na kredens i odeszła do pokoju.
- Czy wy naprawdę chcecie mnie wyrzucić? Z resztą róbcie, co chcecie. - Garv wzruszył ramionami. - Niech to wszystko cholera weźmie, kto by troszczył się o pomyje? – dorzucił z pogardą, po czym opuścił tawernę.
- Przydatna odmiana – wysyczała gospodyni, oglądając się. -W takim razie wyjechał - teraz obejrzała się na Peda, który przyglądał się całej sytuacji.
- A ty znów będziesz się migał od pracy? – rzuciła w zdenerwowaniu.
- Ja? Nigdy... - odpowiedział jej z zakłopotaniem, zaraz potem uciekł na górę.
- Murdo, spokojnie. Pozwól mi z nim porozmawiać, to jeszcze dziecko - powiedział Belgor.
Następnie obrócił się i poszedł za chłopcem.
Rozproszenie klientów nie trwało długo. Po pół godzinie wrócili z powrotem do ich ciemnych dyskusji o bitwie morskiej i wiszącym niebezpieczeństwie inwazji wojsk z Myrtany. Murda postawiła wielki dzban z miodem, a uczyniła to z takim hukiem, że wszyscy od razu zbiegli się do niej. Zaraz potem zaczęła stawiać kubki na stołach. Po tym jak zajęła się już czterema całkiem sama, jej cierpliwość stanęła na granicy wytrzymałości.
Czemu nie ma ich tak długo? – pomyślała, gdy samotnie obsługiwała już piąty stół. Murdra ujrzała jak Ped przemierzał pieszo dziedziniec. Musiał być w lewej części domu, podczas gdy ona była w kuchni. Chciała przyjrzeć mu się dłużej, ale Elgan i Smutny patrzyli co rusz chciwymi minami na miód, a czasem domagającymi się minami na nią. Prychnęła i odwróciła się. Podała kufle z miodem spragnionym gościom tawerny. Mogła teraz zobaczyć, jak Ped pokrył błotnistymi śladami schody. - Znów będę musiała je pozamiatać - pomyślała. Murdra wytarła ręce w fartuch i udała się zrobić porządek ze schodami. Gdy wspinała się po nich, siódmy stopień zaskrzypiał pod jej klapkami – tak było już od dawna. Ale coś było inaczej. Murdra mogła poczuć, jak włosy stanęły jej na karku. Zwykle słyszała stukanie drewnianej nogi Belgora. To było regularne znajome „stuk, stuk, stuk”. Lecz teraz nie mogła tego dosłyszeć. Murdra przyśpieszyła kroku, szła wzdłuż korytarza w kierunku balkonu. Drzwi do pokoju, gdzie spał Ped, były otwarte. „Belgor nie żyje”, ta myśl prześladowała ją, wiedziała to. Murdra wreszcie przekroczyła próg. - Dlaczego? - zastanowiła się. Zgodnie z jej przypuszczeniami leżał na końcu pokoju z szeroko otwartymi oczyma. Ped siedział obok niego, niemy i nieruchomy.
- Dlaczego? - Zapytała Murdra, jej głos był cichy i płaski. - Jej wściekłość wzięła górę nad rozsądkiem.
- Dlaczego?! – wrzasnęła w kierunku chłopca.
Nie wiedziała, co jeszcze powiedzieć. Ped odwrócił się.
- Jestem żałosny - szepnął.
- Tak! - zagrzmiała, pędząc w kierunku pachołka. Murdra chwyciła go za kołnierz i odepchnęła z całą siłą. Potknął się o ramę łóżka i uderzył głową w ścianę. Upadł na podłodze przy Belgorze.
Lubiła ojca i syna.
Czy nikt z nich już nie żyje? – pomyślała z rozpaczą. - W takim razie mój świat zaleje się łzami…
z [link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez patryknow dnia Śro 20:07, 09 Wrz 2009, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu Forum www.cgothic.fora.pl Strona Główna -> Ogólne Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1


Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB Š 2001, 2005 phpBB Group
Theme bLock created by JR9 for stylerbb.net
Regulamin